Z wielkim smutkiem i żalem żegnamy dziś Człowieka, który był nieocenioną częścią historii fotosik.pl
Inspirujące kadry, jakie publikował dla wielu były powodem uśmiechu, zastanowienia czy zadumy.
Redakcja fotosik.pl wraz z Użytkownikami składa na ręce rodziny i bliskich szczere kondolencję. Chociaż Krzysztofa nie ma już z nami ciałem, to jego fotografie będą żyć w naszej pamięci przez bardzo długo...
Krzysztof...trudno pisać o Nim w czasie przeszłym, ale stało się...
Bardzo dawno temu, na początku mojej bytności na Fotosiku to właśnie Krzysztof jako jeden z pierwszych zaczął komentować moje fotki,a naprawdę trzeba było wtedy dużo samozaparcia, żeby się nad nimi zatrzymać;)Był niezwykle sympatycznym i ciepłym człowiekiem,to można wyczuć nawet nie znając się osobiście...No i potrafił pięknie fotografować.Żal,że to już koniec... Dobrze, że konto pozostało, warto tam wracać i oglądać Jego prace. Z wielu pięknych fotek wybrałam tę:
Spotkałam Krzysztofa na Fotosiku w sierpniu 2012, kiedy założyłam konto. Jako jedyny napisał komentarz do jednego z pierwszych moich zdjęć: „Jak widać hydrant też może pięknie wyglądać.... Interesująca fotografia....”. Zachwycałam się Jego fotografiami. Widziałam, jak tematyka zmieniała się w czasie. Zaprosił nas do swojego świata, pokazując różne pory roku w otaczającej Go przyrodzie, ale też życie swoich kotów, Myszki i Łatka. Było w tym wszystkim wrażliwe serce.Lubił też przyjeżdżać do Krakowa i fotografować go w wyjątkowy sposób. Tak też pewnego lata spotkaliśmy się tutaj, bo to moje miasto. Dobrze było słuchać Krzysztofa, Jego spokojnego głosu, historii Jego życia. Był smakoszem obrazów i książek, kiedyś pracował w księgarni. Lubił też Kraków, wyjazdy w góry. Pamiętam wspólne kupowanie książek w Taniej Książce na Grodzkiej. Te miejsca i te chwile zostaną w mojej pamięci na zawsze. Warto też wiedzieć, że pewien znajomy z Fotosika (chyba ze Szwajcarii) podarował Krzysztofowi aparat. Dzięki temu mógł robić lepsze (jakościowo) zdjęcia.
Zachwycałam się obrazami, jakie kreował Krzysztof, a szczególnie obrazami przyrody. Dzięki Krzysztofowi dowiedziałam się jak wyglądają przylaszczki, a te popularne nawłocie to mimozy.
Najpiękniejszy obraz Krzysztofa, jaki mam w ulubionych zdjęciach to „Lato”
To obraz w stylu francuskich impresjonistów, przepiękny. Takiego Krzysztofa zapamiętam i dziękuję losowi, że poznałam Go na Fotosiku, jak też dwukrotnie w Krakowie, z czego raz w gronie Fotosikowej Rodzinki. Obrazy, jakie kreował zmieniły moje patrzenie i przeżywanie świata i ludzi.
I dziękuję Snapshotowi-Damianowi za wspaniały pomysł (i jego realizację), upamiętnienia Krzysztofa.
ś.p. Krzysztofa znałam jedynie z komentarzy, które bardzo sobie ceniłam, ze względu na ich profesjonalny charakter. W każdym moim zdjęciu potrafił dostrzec elementy udane i te nieco słabsze. Zawsze jednak potrafił mnie podbudować i zachęcić do robienia nowych zdjęć. Takim Go będę zawsze pamiętać [*]
To zdjecie Krzystofa jest przepiękne - "Lato", powiewajace świeżością i kolorami, które unoszą nasze fotograficzne fantazje w obłoki, ale nie było ich za wiele.. Ostatnio długi czas interesował Go temat cmentarzy i świetych obrazów, nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy przeczucie, czy świadomość swojej choroby, o której właściwie nikomu nie mówił, przynajmniej publicznie..
Był bardzo miłą i przyjazną osobą. Tyle lat wybieraliśmy sie na Mazury razem z Lwem.. Umawialiśmy się, ale nigdy do tego nie doszło a, szkoda....
Pokój Jego Duszy.
Fotografia Krzysztofa charakteryzowała sie prostotą kompozycyjną i perfekcją techniczną.
Często fotografował przyrodę i pejzaż - mglisty, tajemniczy, prowokujący do refleksji nad ludzkim losem. Jego fotografia przyrody wskazywała na dużą wrażliwość na współistnienie ludzi jako "składnika" przyrody. Dużą część Jego twórczości zajmowała fotografia sztuki funkcjonującej w przestrzeni nekropolii. W kontakcie z drugim człowiekiem ciepły i wyrozumiały, a dla początkujących fotoamatorów życzliwy i chętnie służący dobrą radą. Wydawał się być zafascynowany... kotem, jego naturą i współistnieniem u boku człowieka. Jednego szczególnie pokochał
Krzysztof50 był dla mnie jak Guru. Nie wypowiedział do mnie ani słowa. Nie musiał. Wystarczyły Jego komentarze i Jego zdjęcia. Te przedstawiające widoki i pejzaże mogły służyć za nauczyciela. Chciałabym Mu zapalić znicz ale On uprzedził
Ta praca zapadła mi w pamięci.
Nie znałam Krzysztofa50 osobiście, ale lubiłam jego poważne, przemyślane zdjęcia.
Krzysztof zaczarował obiektywem las, wypełnił go fantastycznym światłem i wspaniale kreował przestrzeń w swoich leśnych pejzażach. Często odwiedzał las w poszukiwaniu oznak zmieniających się pór roku. Właśnie pory roku , zmiany w przyrodzie i sposób w jaki Krzysztof to przedstawiał były mi bardzo bliskie i zawsze miałam wrażenie, że odbieramy to w podobny sposób. Krzysztof był niezwykle wrażliwy na piękno przyrody, kochał ją, szanował. Uwielbiał śpiew kosów i zawsze zachwycał się ich urodą.
Wspaniale przybliżył nam także piękno Bieszczad. Mnie szczególnie ujął też sposób, w jaki przedstawiał jurajskie zamki, a zwłaszcza jego ulubiony Ogrodzieniec. Wspaniale zestawiał z sobą elementy jurajskiego krajobrazu przez co nadawał zamkom jakby nowego kształtu. I to właśnie dzięki wrażliwości Krzysztofa Jurę, którą znam niby bardzo dobrze, odkryłam na nowo. W jego kadrach jest coś niezwykłego, coś co sprawia że oglądający zatrzymuje się przy nich na dłużej i pozostają one w pamięci. Dla mnie szczególną jest fotografia Krzysztofa ukazująca drogę po której wędrują promienie późnojesiennego światła. To ujęcie jest dla mnie wyjątkowe ze względu na swoją doskonałość i piękno, a także z tego powodu, że właśnie ono było moim spotkaniem z fotografią Krzysztofa. Wiele razy wracałam do tego ujęcia i zachowałam je jako piękne wspomnienie. I za każdym razem kiedy do niego powracam wywiera na mnie ogromne wrażenie.
W październiku ubiegłego roku miałam przyjemność poznać Krzysztofa osobiście. Bardzo miło wspominam tamto spotkanie i mimo tego, że spotkaliśmy się pierwszy raz, to poprzez te wszystkie lata na Fotosiku, poprzez komentarze i to co przekazywaliśmy sobie za pomocą fotografii to sprawiło wrażenie jakbyśmy już wcześniej znali się bardzo dobrze. Jego sympatyczne, zwięzłe a zarazem treściwe komentarze często pełne bardzo trafnych spostrzeżeń sprawiały mi wiele radości. Bardzo lubiłam też jego poczucie humoru i w pamięci zachowałam Go jako bardzo ciepłą, serdeczną osobę i wspaniałego fotografa.
Wybrałam to zdjęcie Krzysztofa50 ponieważ był mistrzem fotografii czarno białej - podpisał to zdjęcie - Wiosna - żałuję, że nie mogłam dodać komentarzy pod każdym jego zdjęciem, piękne fotografował przyrodę, zwierzęta, wszystko co nas otacza, las, góry.
Cmentarz Rakowicki w Krakowie tak przedstawił na swoich zdjęciach, że nie będąc tam nigdy czułam się tak jakbym tam była. Jego komentarze do moich zdjęć przynosiły mi niebywałą radość i tak naprawdę czekałam na te komentarze. Nie znałam Go osobiście, ale był mi bardzo bliski - oglądając zdjęcia z Jego spotkania z ludźmi z Fotosika widziałam w Nim człowieka niezwykle spokojnego, ciepłego - jakim był tak naprawdę człowiekiem możemy wyczytać ze zdjęć. Cudowny człowiek, którego już nie ma z nami - fotografuje anielskie posiadłości gdzie kiedyś się spotkamy - żegnaj Krzysztofie[*]
Z głębokim żalem przeczytałam o śmierci Krzysia. Wielkiego Krzysia. Nie o wzrost tu chodzi ale o Jego osobowość. Nie znałam Go osobiście, jednak miał wielki udział w moich poczynaniach amatorskiego fotografa. Patrząc na Jego wspaniałe, pełne przemyśleń i subtelności zdjęcia, chciałam tak jak On. Z czasem nabrałam odwagi i starałam się aby każde niebanalne zdjęcie, kawałek muru, stary pomnik czy zwyczajne zwierzątko na moich fotkach, chociaż odrobinę miało klasę Jego zdjęć. Bardzo lubiłam oglądać Jego galerię, robiłam to nadal, nie będąc już członkiem Fotosikowej Rodziny. Zawsze będę pamiętała Jego konstruktywne opisy, ciekawe komentarze a przede wszystkim Jego zdjęcia!
Nie wiem czy potrafiła bym wybrać jedno z nich. To praktycznie niemożliwe. Może trudno w to uwierzyć, ale bez zamykania oczu, niektóre z Jego zdjęć pamiętam nadal.
Będzie mi Go brakowało.
Pomimo, że nie dane nam było poznać się osobiście stał mi się na swój sposób bliski. Poprzez fotografie i komentarze mam wrażenie jakbyśmy się znali. Dało się wyczuć, że był to dobry i ciepły Człowiek. Jego fotografie to prawdziwe dzieła sztuki, piękne i dopracowane w każdym calu. Pozostaną w pamięci nostalgiczne mgły, urokliwe góry, koty i wiele innych. Z ostatniego Jego komentarza wiem, że czekał na piękną zimę, na szadź na drzewach... ale Stwórca postanowił inaczej.... Pozostaje smutek i żal.
Bardzo trudno jest mi pisać o Krzysztofie. Był jedną z pierwszych osób, które przyjęły mnie życzliwie na Fotosiku. Czułam się zaszczycona, gdy zaprosił mnie do grona Znajomych. Bardzo ceniłam jego miłe i mądre komentarze. Miałam ten zaszczyt poznać Go osobiście na pamiętnym spotkaniu w Krakowie. Planował wygraną w Totka...którą od razu chciał się z wszystkimi dzielić... Człowiek wielkiego serca i wielki artysta, który jak nikt inny potrafił oprawić w kadr światło, cienie i mgły...
Podobno każdy człowiek którego poznajemy wnosi coś do naszego życia.. Co wniósł Krzysztof do mojego? Przede wszystkim rozbudził we mnie jeszcze bardziej ciekawość świata...
Nawiązał ze mną w styczniu kontakt. Zaproponował wtedy wycieczkę na Rakowice w celu pokazania legendarnego kotka. Pomimo różnicy wieku od razu wiedziałam że z Krzysiem nadajemy na podobnych falach. Kotka pewnie sama na Rakowicach w życiu bym nie zauważyła, bo żyję na co dzień za szybko jak każdy z nas.. Krzysztof jednak chyba tak nie żył... Cieszył się chwilą i każdym przyjazdem do Krakowa. Jeszcze na Rakowicach wyznał mi że uwielbia obrazy Beksińskiego. Widział że wyszła książka "Beksińscy. Portret podwójny", stwierdził jednak że Go cena poraziła.. Ja kupiłam. Przeczytałam z zachwytem i Mu wysłałam.. Ciekawa jestem czy zdążył się nią nacieszyć... Kolejne nasze spotkanie miało miejsce na Niedzieli Nowoorleańskiej na rynku w Krakowie. W ten lipcowy gorący dzień poznałam kolejne pasje Krzysztofa: jazz i filmy Woodego Allena. Po raz kolejny nasze fale zaczęły nadawać podobnie, bo to też i moje pasje. Rozmawialiśmy wtedy ok. 3 h, ja przy mineralnej, a Krzyś przy Coca Coli i słuchaliśmy jazzu. Czas nam upłynął zdecydowanie za szybko.. Ostatnie nasze spotkanie miało miejsce w Ogrodzie Botanicznym. Pogoda była nie bardzo udana ale... Krzysztof swoimi opowieściami o roślinach i nie tylko umilił mi i Grzegorzowi (gigagrzmot) czas. Wielokrotnie wtedy wspomniał, że bardzo lubi spokój tego miejsca. Cieszył się też bardzo z możliwości fotografowania w Ogrodzie bo dawno w nim nie był... Planował wybrać się jeszcze jesienią, ale nie wiem czy zrealizował swoje plany... Podczas naszego spaceru w deszczu, Krzysiu snuł również plany wspólnej Fotosikowej wyprawy w Bieszczady, które jak i ja, tak bardzo ukochał... Dostałam w prezencie od Niego książki o Krakowie. Kiedyś pracował w księgarni i twierdził że ma ich obecnie w domu za dużo więc chce się podzielić. Zapamiętał sobie że jestem historykiem z zawodu i stąd tematyka tych publikacji. Na chwilę obecną pozostaną one dla mnie wyjątkową pamiątką po Krzysiu.. Nigdy też nie zapomnę jak zawsze obiecywał kupić mi nowy aparat fotograficzny , jeżeli tylko wygra w Totka oczywiście... Prosił żebym sobie już wybrała model jaki mi się podoba, ale ja, z natury przekorny człowiek, nie chciałam wybierać. Wolę bowiem kolekcjonować wspomnienia niż rzeczy.. i chyba Mu to powiedziałam.. Tylko wtedy nie myślałam, że tak szybko spotkania z Krzysiem pozostaną dla mnie wspomnieniem, ale jakże cennym...
Krzysztof: skromny, taktowny, powściągliwy, a jednocześnie serdeczny, ciepły, życzliwy.
Kochał góry - mnie zaraził tą chorobą. Do czasu Fotosika i poznania Krzysztofa nie chodziłam po górach. To On przekonał mnie, że mimo moich lat (już wówczas sporo po czterdziestce), dam radę zobaczyć Bieszczady i kawałek Tatr. Szkoda, że po zmianach na Fotosiku nie mam tych wiadomości od Niego, w których mnie o tym przekonywał.
Bardzo ceniłam sobie Jego zdjęcia z Cmentarza Rakowickiego, bo sama też lubię snuć się po starych cmentarzach. I podobnie, jak Krzysztof, sporo zdjęć robię na spacerach, a Jego zdjęcia były dla mnie wzorem, jak patrzeć na swoje otoczenie. Oczywiście nie potrafię tak oddać piękna lasu, jak On - w tym był niedoścignionym Mistrzem! Żartobliwie podchodził do swoich ludzkich niedomagań. O sobie, swoich problemach nie pisał. Pisał o tym, gdzie chciałby być, co chciałby zobaczyć. Był fanem Szwejka; wiem to, bo kiedyś napisał: „Chciałbym zobaczyć i sfotografować pomnik Szwejka, bo zaliczam się do jego, że tak powiem, fanów...” Marzył… o dobrym aparacie :) Z wyborem zdjęć było ciężko. Jedno- z serii tych, które spowodowały, że zapragnęłam być w Bieszczadach:
Krzysztof dołączył do mojego grona znajomych niedługo po mojej rejestracji na Fotosiku. Przez wszystkie lata znajomości zawsze był dla mnie tajemniczy, intrygujący... Jego zdjęcia i kreowany klimat były nie do podrobienia. Każde dodane zdjęcie śmiało można było wyróżnić. Nie schodził poniżej swojego poziomu, a w zasadzie każde kolejne zdjęcie podnosiło poprzeczkę jeszcze wyżej. Niech o Jego umiejętności świadczą miejsca w konkursach, obecność w kalendarzu... Najbardziej zachwycały mnie sesje z cmentarza Rakowickiego. Wiedział już wcześniej, przed wyjściem na sesję, co będzie chciał pokazać. Wkładał w to serce i duszę. Ta dusza będzie na zawsze zamknięta w pozostawionych zdjęciach. Komentarze Krzysztofa nie były nudne. Było czuć, że nie tylko lubi robić zdjęcia, ale oglądać prace innych Użytkowników.Miałem to szczęście, że mogłem poznać Go osobiście. Krzysztof sprawiał, że człowiek nie nudził się, a cisza nie trwała zbyt długo. Pięknie opowiadał o swoich kotach. Kochał je bardzo i bardzo ciepło o nich opowiadał. Myślałem że jeszcze uda nam się spotkać, znów porozmawiać...
Jego odejście przyszło tak niespodziewanie... Mieliśmy jeszcze więcej zdjęć zobaczyć...
Żal ....Potworny żal... A zdjęcie, jak wszystkie Twoje prace piękne, niejednoznaczne, głębokie, niedopowiedziane... wyrażające Twoją wrażliwość... gratuluję Ci Krzysztofie... i płaczę...teraz inaczej widzisz ten nasz świat ... jestem pewna, że widzisz wyłącznie jego ,,piękną twarz''... bądź z nami z tej Twojej ,,odległej perspektywy''... bądź ... obiecaj to nam ...
Osobiście nie znałem Go, ale był mi tak bliski jak Rodzina. Jego fantastyczna umiejętność fotografowania tego co naprawdę warto było sfocić coś wartościowego zawsze mnie intrygowało, tam nie było miejsca na przypadkowe fotki, które się przecież zdarzają, przejrzałem całą Jego galerię. Wybrać z najlepszych najlepszą - prawie niemożliwe, wszystkie są wspaniałe, ale skoro już, to:
Ciepło, życzliwość dla ludzi i nie tylko, kultura, takt, umiłowanie przyrody, fantastyczne serducho, inteligentne, zabawne komentarze, setki pięknych zdjęć - to Ty, Krzysiu. Zawsze pozostaniesz w mojej pamięci, dobry Duszku, nie ma dnia, żebym nie poświęciła dla Ciebie chwili w swych myślach. I tak już zostanie, bo dla mnie jesteś cudnym człowiekiem. Piszę w czasie teraźniejszym, bo wiem, że gdzieś tam patrzysz na nas z góry i się uśmiechasz. Śpij w spokoju, Krzysiu....
Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
Dużo w Was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem Cię trącą już jesteś ich bratem.....
I już jesteś ich bratem Aniołem...szerokich skrzydeł, Krzysiu.
Krzysztofa nie znałem osobiście. Był w gronie moich znajomych na Fotosiku. Był, nadal jest i pozostanie. Moja pamięć zapisuje na zawsze osoby, z którymi łączyło mnie coś w życiu, czy to realnym czy też wirtualnym. W tym przypadku łączyło nas zainteresowanie fotografią. Wymienialiśmy opinie na temat prezentowanych prac i cieszyliśmy się z wyjątkowych kadrów. Fotografie Krzysztofa w mojej ocenie miały w sobie coś intrygującego. Myślę że miał dar dostrzegania tego, czego oko ludzkie na ogół nie dostrzega, w obiektyw patrzył sercem i duszą. Potrafił też w prosty sposób przekazać nam te obrazy. Jego kadry wyróżnia naturalność, skromność i pewnego rodzaju trójwymiarowość. Myślę że wiele razy odwiedzę galerię Krzysztofa podziwiając Jego prace, szkoda tylko że nie wymienimy już poglądów i doświadczeń na temat fotografii ... [*]
Wyrazy współczucia dla rodziny i bliskich [*]
Kiedy założyłam konto na Fotosiku Krzysztof już tu był. Był jednym z Tych którzy byli dla mnie wzorem, mistrzem kadrowania. Jego zdjęcia cechowała naturalność i wrażliwość na piękno. Było widać że kochał to co robił. Jego koty, sówki, magia lasów i pól oraz klimat cmentarnych ujęć zostaną w mojej głowie.Pod tym co napisałam o sobie w Fotosikowej Rodzince - w komentarzu, stwierdził że szkod,a że On tak pięknie nie potrafi pisać. Nie wiem, może za to potrafił pięknie malować obiektywem, miał swój styl...Na komentarze Krzysztofa 50 się czekało, były konkretne, nie banalne i zawsze miłe. Nigdy nikogo nie uraził, nie uczestniczył w wojenkach, był tu dla zdjęć. I choć nie znałam go osobiście czuję, że był dobrym wrażliwym człowiekiem. Wielki żal, że musiał odejść, będzie Go tu baaardzo brakowało.
Jestem na Fotosiku od 2012 roku. Nie poznałam Krzysztofa osobiście, ale mam szczególne wspomnienie związane z jednym zdjęciem. Fotografia ta brała udział w konkursie z tytułem "W drogę". Gdy zobaczyłam to zdjęcie pomyślałam, że droga tam przedstawiona przypomina czarodziejski dywan unoszący się w powietrzu. Takie są Jego fotografie. Przenoszą nas w świat wyobraźni, tajemnicy i niedopowiedzenia. Bardzo będzie mi Krzysztofa brakowało.
Uwielbiałam Jego zdjęcia, zazdroszcząc Mu ciutkę Jego spojrzenia i chwytania chwil aparatem...
Smutek gości w sercu mym..
Potworny żal po stracie tak sympatycznego człowieka, przepiękne prace, do których wracam, niestety pewnych rzeczy się nie "przeskoczy".
Bez Krzysztofa ... Nie poznałam Go osobiście, a szkoda.... Z pewnością był tak Wielki, jak Jego zdjęcia. Zawsze czekałam na maila o Jego nowozamieszczonych fotkach. Znakomitych. I takich Jego, z rozpoznawalnym klimatem, światłami, barwami.
Wielka to strata. Zostaje w mojej serdecznej pamięci.
Wrażliwy, skromny, ciepły... To tylko parę prostych słów, a ileż piękniejszych jeszcze można napisać... Jego spojrzenie na MAGIĘ NATURY i wrażliwość, co się wokół Niej dzieje... Pamięć o Tych, którzy już odeszli, nie była Jemu obojętna...
Możliwość poznania Krzysia osobiście, to jest wielki zaszczyt dla mnie. Słowa pisane nie mają tego przekazu, co słowa "na żywo"... On poruszył we mnie INNE SPOJRZENIE... Przede wszystkim na ŻYCIE, po STRACIE nie tylko kogoś bliskiego...
Kiedyś, dla mnie, nie do przekonania było robienie zdjęć na cmentarzu... Dziś TO rozumiem i też fotografuję... Marzeniem Krzysia było wygrać w Lotka :) Zawsze, nawet bez wygranej, miał w sobie pozytywizm, że następnym razem się uda. Za wygraną chciał kupić małe mieszkanko, nieopodal Cm. Rakowickiego z widokiem nie na ulicę, z widokiem na drzewa... Wspomniał także, że jeżeli ktoś z FOTOSIKOWEJ RODZINKI tu pojawi się, to NIE MA SPRAWY! Ma się gdzie zatrzymać...
Ulubionym ptakiem Jego był KOS... Czasem zastanawiam się nad tym, dlaczego właśnie ten ptak?? Czerń i jego odmiany, są bardzo różne... Kos ma w sobie UROK czerni, DELIKATNOŚĆ ulotności i... ŚWIATŁO słońca (dziób)...
ŻYCIE potrafi bardziej zaskoczyć, niż codzienne niespodzianki... Będzie mi GO naprawdę BRAK...
Napisać kilka słów , jako wspomnienie o Krzyśku... nie , tak nie mogę... ale gdy cofnę nieco czas , zapomnę o tym...
Zanim osobiście nie spotkałem Krzysia w Krakowie to miałem nieco inne o Nim wyobrażenie, na Jego profilu wcześniej nie pojawiały się Jego portrety a przecież każdy z nas dobrze zna jego "miniaturkę" fotosikową - bardzo charakterystyczną... Więc gdy doszło do spotkania, chwila wahania... tak to On :) Łagodnie usposobiony człowiek , otwarty na świat i ludzi napełniony pięknymi pasjami... Spotkanie było związane z naszą pasją; fotografią, więc oczywiście od razu zaczęliśmy rozmowę o sprzęcie i podejściu do robienia zdjęć :))) Ale z czasem nasza wiedza poszerzała horyzonty... Grała w Nim muzyka, bezgraniczny jak Bieszczady, delikatny jak poranny śpiew kosa, które bardzo lubił...
Mamy przed oczami jego piękne ujęcia ulotnych chwil; oryginalne, niepowtarzalne... Nawet nie próbowałem tego Jego podejścia do postrzegania świata, w zupełności wystarczyły mi do tego zdjęcia które nam pokazywał... ostatnio wracam do nich częściej... nowych już nie zobaczymy... Teraz gdy nie ogranicza Go już czas ani odległość, wszystkie miejsca i plenery należą do Niego...
Nie wiem co napisać o Krzysztofie, żeby nie powtarzać tego, co już inni powiedzieli..
Można powiedzieć, że Krzyś był nierozerwalną częścią Fotosika. Był tutaj nieprzerwanie od 2007 roku. Ludzie przychodzili, odchodzili, a On trwał, wstawiał swoje cudne zdjęcia, odwiedzał galerie wszystkich swoich znajomych regularnie i sprawiedliwie. Jego komentarze przepełniała ogromna życzliwość, choć nigdy nie "kadził', ale też nie był surowym krytykiem. To był człowiek o wielkiej wrażliwości i ogromnej kulturze osobistej; przedstawiciel starej szkoły dobrych manier. Niewielu jest już takich ludzi.. Nie będę mówić o Jego twórczości, Jego zdjęcia mówią same za siebie, oraz wpisy pod nimi; Krzyś kochał przyrodę, zwierzęta; przygarniał bezdomne koty, karmił je, leczył, opiekował się nimi. Najbardziej chyba zapamiętam Jego żartobliwe utyskiwania, że dotacji żadnych Unia Europejska nie przewidziała dla bezdomnych kotów, a i nasz rząd nie spieszy się do przyznania zasiłku choćby 50 złotowego na każdego kota z mniej zamożnych rodzin.. Taki był nasz Przyjaciel Krzysztof. Jego dowcip był lekki, finezyjny, z przymrużeniem oka... Żałuję, że nie zdążyłam poznać Go osobiście, wiem że będę o Nim pamiętać, i że już zawsze Fotosik z Nim będzie mi się kojarzył...
Requiescat in pace Krzysztofie, Fotosikowa Rodzinka
03.02.2016 17:41
Dobrze jest przeczytać o tym, jaki ślad pozostał po Krzysztofie w naszych sercach i pamięci. Damianie, wielkie dzięki za pomysł, realizację i koordynację.